tym razem bez polskich liter - bedzie bardziej czytelny
... Bylo takie miasto, wsrod podolskich jarow
Najezdzane przez Turkow, nekane przez Tatarow
Drogie sercu memu i zawsze kochane.
Tajemniczo i czarodziejsko Czortkowem zwane.
Otoczone wzgorzami jak wiencem laurowym,
Przeciete Seretem na dwie polowy
Ktory wil sie wstega przez zboza i lany
I podplywal do miasta dumny...dystyngowany.
On to dzielil nasz grod na trzy wymiary
Samo miasto, Wygnanke i Czortkow Stary.
Ale nic dla nas nie bylo milszego
Jak podziwiac jego widok, z zamku Sobieskiego...
W dole ulice: Podgorska, Strzelnicza,
Nadbrzezna, Kolejowa, w gore – Mickiewicza,
Bazarowa, Szpitalna, Sadowa, Cmentarna,
Zielona, Szkolna, Srednia i Browarna....
A przy nich staly domki malowane
Kwiatami, altankami i winem przybrane.
Sady pelne zieleni i owocow
Jak platy duzych, prostokatnych kocow.
Nad porzadkiem i cisza czuwala dookola
Strzelista wieza Dominikanskiego kosciola.
A druga, tez wazna, mniejszego rozmiaru
Ze starym zegarem, wieza...Bazaru.
I te dwie wieze, w codziennej gonitwie
Przypominaly o pracy, odpoczynku, modlitwie.
A w ciszy nocnej, gdy domki już spaly
Wskazowki na zegarze, godziny wybijaly.
I tradycyjnie, bez zadnej przesady
Rozlegaly sie dzwieki nocnej serenady.
Graly skrzypeczki razem z gitara
Niosac melodie w ciepla noc szara.
Gralismy Stasi, Marysi czy Zosi
Ot tak, od serca, choc nikt nie prosil.
I w tej cichej, romantycznej nocy,
Patrzyly zza firanki zalzawione oczy.
Bo te skrzypeczki i ta gitara
To byla naszych mlodych uczuc miara.
A moze to duchy rycerzy Sobieskiego
Zrodzily taka tradycje grodu Czortkowskiego.
Tu musze wyjasnic, o co bardzo prosze
Nie probuje byc jakims Miloszem.
To mlodziencze wspomnienia
Powracaja do mnie cichutko i skromnie.
Ze nie jestem jedyny, ani tez pierwszy,
Ktory uklada sobie studenckie wiersze.
Bo zaden to wyczyn, czy bron Boze poezja.
Ot taka moja osobista finezja.
Albo inaczej, swawola duchowa
Starego mlodzienca z grodu Czortkowa.
| < Попередня | Наступна > |
|---|


















